Jak poznałam alpaki i zaczęłam robić na drutach 16 września 2018 – Zapostowane na: Dzierganie

„Nie chcę więcej marznąć zimą!” – od tego postanowienia wszystko się zaczęło. Nie będę ukrywać, jestem straszliwym zmarzluchem. Gdy w styczniu pewnego roku od dwóch tygodni szalało -15oC (do niedawna mieliśmy jeszcze zimę), przemykałam po dworze w taki sposób, aby nie spędzić tam dłużej niż 10 minut. Ile tak można? Gdzie radość z „dotleniania się”? Zmęczona takim stanem rzeczy postanowiłam – a właściwe za punkt honoru przyjęłam sobie – że czas pokonać zimę.

 

WYGLĄD KONTRA FUNKCJONALNOŚĆ

 

Tego samego dnia zamiast moich ulubionych rękawiczek w psie łapki z sieciówki założyłam rękawice z jednym palcem wydziergane przez moją babcię. Schowałam je kiedyś do szafy, bo wydawały mi się staromodne. Nie nosiłam ich wcześniej i prawie o nich zapomniałam. Mój błąd, wygrana babci:) Po wyjściu z domu różnicę dało się odczuć od razu! Poprzednie rękawiczki, choć urocze, to wykonane z akrylu były chłodne w dotyku i zupełnie nie chroniły przed mrozem. Żeby przetrwać, musiałam chować dłonie do kieszeni płaszcza. Natomiast babcine, ręcznie robione – takie z prawdziwej wełny (100%) – okazały się tak przyjemnie ciepłe, że wreszcie beztrosko przemierzyłam drogę do pracy.

 

 

CZY WARTO INWESTOWAĆ W 100% WEŁNĘ?

 

Po powrocie do domu postanowiłam iść za ciosem i wygrać wojnę z „za zimną” zimą bronią naszych przodków, czyli wełną! Nie wiem jak Wam, ale mi najmocniej marzną dłonie i uszy. Dłonie zdążyłam już zaopiekować, nadszedł więc czas na przeanalizowanie składu moich czapek i wyciągnięcie wniosków.

Czapka nr 1: 100% akryl, modna, łososiowo-różowa, z pomponem…, ALE wiało przez nią w uszy i elektryzowała mi włosy.

Czapka nr 2: 50% wełna, 50% akryl, czarna, nieźle się układała, ładna, bo „od młodej projektantki”… niestety średnio ciepła i trochę mnie podgryzała. Bardziej nadawała się na jesień niż zimę.

W głowie pojawiły się też wątpliwości: Czy nowa czapka ze 100% wełny okazałaby się tak ciepła jak te świetne, babcine rękawiczki? Czy przypadkiem wełna nie „gryzie”? Muszę przyznać, że skórę głowy mam niezwykle wrażliwą. Nagle wróciło wspomnienie paskudnie gryzących czapek z dzieciństwa, od których swędziała głowa i zrzucało się je z prawdziwą ulgą. Czy aby ta wybrana stuprocentowa wełna też nie będzie gryzła? Ryzyko powtórki z rozrywki było realne.

Tak więc, czy taka czapka z wełny 100% w ogóle miałaby mieć sens? Nie wiedziałam, więc postanowiłam sprawdzić empirycznie.

 

KIEDY „WEŁNA” NA METCE OKAZUJE SIĘ AKRYLEM

 

Poszukiwania rozpoczęłam od mojej ulubionej metody, czyli Internetu. Znalezienie produktu o wybranych parametrach online nie wydaje się skomplikowane – wystarczy wpisać czapka wełniana, aby uzyskać setki wyników w przeróżnych kolorach. Niestety częstą normą jest, że kiedy klikniemy na konkretny „wełniany” produkt, w szczegółowym opisie pojawi się:

„Skład: 100% akryl“

lub „ Skład: 75% akryl, 15% poliamid, 10% wełna“,

w najlepszym przypadku pół na pół. Pierwszy przypadek to moim zdaniem perfidne udawanie, że “akryl to wełna”, bo wyglądają podobnie. W drugim przykładzie… przecież wełna jest w składzie 😉 A tak na poważnie, to pod nazwą “wełniany” producent powinien oferować przynajmniej 50% wełnianej domieszki.

Wyobraźmy sobie teraz zakupy stacjonarne i własnoręczne przeglądanie wszystkich „wełnianych” metek, które następnie okazują się być sztucznym składem. Jest to co najmniej irytujące, zwłaszcza gdy wizualnie rzecz jest naprawdę ładna. Po kilkunastu nietrafionych próbach pewnie będziemy mieli dość.

Niestety tak właśnie przebiegły moje poszukiwania. Okazało się, że zdecydowana większość dostępnych w Polsce akcesoriów i ubrań zimowych jest wykonana z akrylu. Próbowałam nawet kierować się wyższą ceną niektórych czapek, zakładając uczciwość sprzedawców. Wiadomo, że sztuczna włóczka jest wielokrotnie tańsza od naturalnej, więc wełniany produkt będzie droższy. Także w tym wypadku okazało się, że cena oferowanych ubrań coraz częściej przestaje być wyznacznikiem jakości – w sklepach króluje wygląd i akryl, czyli fast fashion – tanio i modnie (jak fast fashion, czyli “szybka moda” niszczy naszą planetę, przeczytacie tutaj: NYT “How Fast Fashion Is Destroying the Planet”).

Lista problemów związanych z zakupem wełnianej czapki zaczęła więc rosnąć: 1) niewiadoma czy dzianina będzie przyjemna dla skóry głowy oraz 2) problem dostępności, czyli jak najszybciej znaleźć produkt o naturalnym składzie? W tym miejscu pominęłam zupełnie kwestię wyglądu, wybranego koloru, wzoru, etc., a przecież to też ma znaczenie.

 

ALPAKI KLUCZEM DO ZNALEZIENIA IDEALNEJ WEŁNY

 

Wszystkie moje wątpliwości wynikały z faktu, że nie weszłam jeszcze do świata rękodzieła, nie znałam się na rodzajach włóczek, nie wiedziałam, że wełny mogą być zarówno grube, szorstkie, nieprzyjemne, jak i miękkie, lekkie, a nawet hipoalergiczne. Zostałam oświecona dopiero w dniu poznania alpak 🙂

Pierwsze alpaki zobaczyłam i pogłaskałam zupełnie przypadkiem – w dniu jakiegoś święta na warszawskim SGGW (Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego), gdzie zjechali się hodowcy przeróżnych zwierzaków i prezentowali je studentom oraz mieszkańcom stolicy. To BYŁA MIŁOŚĆ od pierwszego wejrzenia. To naprawdę się zdarza! Dotknęłam tych niezwykle puchatych i przyjaznych stworków, i zapragnęłam je mieć…

Jednak jako osoba odpowiedzialna, a nie kierująca się tylko sercem, postanowiłam najpierw jak najwięcej się o nich dowiedzieć – w teorii i praktyce. Wyjechałam więc na kurs „Chowu i hodowli alpak” do Alpakarni PiM pod Koninem. Właściciele posiadali wtedy aż 130 sztuk i byli jedną z największych hodowli w Polsce. Tam już pierwszego dnia własnoręcznie przekonałam się, jak miękka i delikatna może być wełna, i jak mało o niej wiedziałam!

Alpaki, zwłaszcza baby, jak kilkumiesięczne maluchy na zdjęciu obok, mają pokrycie mięciutkie niczym puszek. Z ich wełny powstają nawet „antystresowe chmurki“ (widziałam takie w sprzedaży!), które można uzależniająco głaskać godzinami. Wełna alpak jest przyjemna i nietłusta w dotyku, ponieważ nie zawiera lanoliny. Dzięki temu jest też hipoalergiczna. Jest trwalsza i 3 razy cieplejsza od tradycyjnej owczej wełny, dlatego nawet cienkie kocyki czy ubrania świetnie ogrzewają.

 

CZAPKA IDEALNA TO CZAPKA Z ALPAKI

 

Tak oto, posiadłszy cenne doświadczenie, kolejnej zimy w niewielkiej hodowli alpak w Warszawie – Alpaki na Okęciu – zakupiłam pierwszą czapkę z alpaki 100%, która okazała się strzałem w dziesiątkę. Czapka była cienka, ale bardzo ciepła. Skóra na głowie oddychała, nic nie drapało, miała naturalny biały kolor – idealnie.

 

A DLACZEGO ZACZĘŁAM DZIERGAĆ?

 

Znalezienie ciepłych rękawiczek i czapki to był dopiero początek przygody. Alpaki występują w 22 naturalnych kolorach – od białego, przez beże i brąz do czarnego – i takie barwy mają niefarbowane włóczki z alpaki. Mi natomiast zamarzyło się nosić wielobarwne dodatki: grube, miękkie wełniane szaliki oraz swetry o fasonach, jakie sobie wymyślę.

Prostą czapkę owszem, ale takich „fanaberii” nigdzie nie mogłam dostać, choć przeszukałam najgłębsze czeluście Internetu. Natknęłam się za to na zagraniczne sklepy oferujące GRUBE, MIĘKKIE i KOLOROWE wełny z Peru. Uznałam je za przepiękne i pomyślałam: “Skoro moja rodzina od pokoleń przejawiała zdolności manualne (prababcia-krawcowa, szyjąca babcia, tata, siostra), postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce, nauczyć się jak oni i nosić dumnie. To było to (odkryłam ukryty talent). Chyba od pierwszego zakupu uzależniłam się od włóczek, a moje mieszkanie wkrótce mogłam nazywać Włóczkolandią, która wciąż się rozrasta.

Niedługo potem posiadałam już własnoręcznie zrobione, niegryzące ubrania w ulubionych kolorach, a za mną moja rodzina i znajomi. Wkręciłam się do tego stopnia, że postanowiłam założyć profil na Instagramie. Dzięki fanom i wielu pozytywnym opiniom wreszcie pojawiła się ta myśl:


Dlaczego nie podzielić by się moją wizją jakościowych zimowych dodatków z innymi?

Przecież zawsze marzyłam o założeniu biznesu i swojej marce, o robieniu czegoś kreatywnego.


I tak powstało Holy Alpaca Knit, które nazwałam na cześć dziergania – knit – i alpak. A skąd holy? Z weny twórczej  – Alpaca Knit czegoś jeszcze potrzebowała 😉 Swoją markę nieustannie rozwijam – z pomocą klientów i fanów na Facebooku i Instagramie. Trzymajcie więc kciuki, udostępniajcie, polecajcie, komentujcie i do usłyszenia w kolejnym poście!


Nie wahajcie dzielić się swoimi doświadczeniami z wełną i akrylem, zadawajcie pytania, wyrażajcie entuzjazm bądź wątpliwości – sekcja komentarzy jest dla Was!


« Właściwości wełny z alpaki, merynosa, owcy peruwiańskiej – odkryj wełniane tajemnice